Kiedy mówię, że poleciałam po raz drugi na Międzynarodową Konwencję Rotary, najczęściej pada pytanie: „Po co?”. Co tam się właściwie dzieje? Czego można się spodziewać?
Postanowiłam, że na przykładzie niedawno zakończonej konwencji w Tajpej, która odbyła się w dniach 13–17 czerwca 2026 roku, opowiem o swoich spostrzeżeniach i emocjach. Pamiętajcie tylko, proszę, że to moja subiektywna ocena. Najsprawiedliwiej jest jednak wziąć udział chociaż raz, aby wyrobić sobie własne zdanie.
Mój pierwszy kontakt z Rotary Convention nastąpił w 2023 roku w Melbourne w Australii. Wtedy na konwencję pojechał sam mąż, wracając z niej z ogromnym entuzjazmem. Jego pozytywny odbiór tego wydarzenia ośmielił mnie oraz naszą klubową przyjaciółkę, Katarzynę Bednarek-Rajewską. W 2024 roku reprezentowałyśmy nasz kraj podczas Konwencji Rotary International w Singapurze, poznając szersze grono rotarian z Polski, którzy również postanowili tam dotrzeć. Teraz, opierając się już na własnych doświadczeniach, mogę opisać, jak to wygląda.
Od szkoleń po wielkie otwarcie
Początek konwencji to tradycyjnie szkolenia dla Oficerów Wymiany Młodzieży. Szerzej mogłaby o tym opowiedzieć wspomniana Katarzyna Bednarek-Rajewska, która w tych spotkaniach brała udział dwukrotnie (w Singapurze i Tajpej). Oficerowie z całego świata wymieniają się tam doświadczeniami i podnoszą swoje kwalifikacje podczas warsztatów tematycznych.
Następnie odbywa się oficjalne otwarcie – wydarzenie po prostu niesamowite. Zarówno w Singapurze, jak i w Tajpej frekwencja była tak ogromna, że organizatorzy musieli podzielić uczestników na dwie grupy i powtórzyć ceremonię dwukrotnie. W samym Tajpej zgromadziliśmy się w gronie około 38 tysięcy osób. Tego typu spotkania to zawsze powitanie najważniejszych postaci w Rotary, inspirujące przemówienia, pokazy lokalnego folkloru oraz występy gwiazd. W Singapurze na żywo zaśpiewał dla nas Calum Scott – dla mnie była to niezwykła niespodzianka, ponieważ uwielbiam jego głos.
Muszę się Wam przyznać, że najbardziej podczas konwencji wzrusza mnie moment, w którym na scenie pojawiają się w kolejności alfabetycznej flagi państw, w których działają kluby Rotary. Każda flaga gości na scenie przez krótką chwilę, a telebimy pokazują jej barwy i nazwę kraju. Wtedy reprezentanci danego kraju wstają, cieszą się i machają do wszystkich. W ten sposób można naocznie przekonać się, jak liczna reprezentacja z danego zakątka globu dotarła na wydarzenie.
Magia House of Friendship i niezapomniane spotkania
Codziennie warto udać się do House of Friendship – serca konwencji. Masz tam wrażenie, że rotarianie interesują się absolutnie wszystkim. W ogromnej hali gromadzą się różnorodne zrzeszenia i grupy fellowship, od żeglarzy i miłośników krykieta, po pasjonatów podróży. Po mojej pierwszej konwencji od razu dołączyłam do grupy miłośników podróży i poznawania odrębnych kultur – ITHF (International Travel Fellowship of Rotarians).
House of Friendship to także miejsce, gdzie kluby prezentują swoje najważniejsze projekty oraz Global Grants, poszukując partnerów do współpracy. To gigantyczna szansa, aby zobaczyć, na jak wielką skalę działa organizacja, do której należymy. Przez cały czas odbywają się tu pokazy, występy oraz tradycyjna wymiana proporców. Można powiesić proporzec swojego klubu i zabrać inny albo wymienić się nim bezpośrednio z napotkanymi rotarianami z najdalszych zakątków świata.
Nieodłącznym elementem każdego dnia są General Sessions – spotkania z wybitnymi osobowościami, m.in. laureatami Nagrody Nobla. Każdy uczestnik może wziąć w nich udział i wysłuchać fascynujących, motywujących historii.
Poruszając się po mieście-gospodarzu, na każdym kroku spotykamy ludzi, których po koszulkach, czapeczkach czy marynarkach z logo Rotary łatwo rozpoznać. Każdy jest otwarty na uścisk dłoni i chwilę radosnej rozmowy. Atmosfera jest po prostu niezwykła – miasto wydaje się wręcz opanowane przez rotarian. Oczywiście poza oficjalnym programem zawsze znajduje się czas na turystykę i poznanie miejsca, do którego się przyleciało.
Niezwykłe zbiegi okoliczności
Konwencja w Tajpej miała dla nas wymiar szczególny, ponieważ postanowiliśmy zabrać ze sobą trójkę naszych dzieci, łącząc to wydarzenie z dalszymi planami wakacyjnymi. Już w samolocie na trasie Warszawa–Pekin spotkała nas niespodzianka. Dwa godziny po starcie komuś z sąsiedniego rzędu upadł papierek. Podałam go życzliwie, na co padło pytanie: – Dokąd lecicie? Odpowiedziałam, że na Tajwan. Na co on, z zaciekawioną i lekko zdziwioną twarzą, powiedział: – Ja też, bo jestem rotarianinem. Moja buzia otworzyła się ze zdumienia i odpowiedziałam: – Ja też! Chwila pauzy – ten moment, kiedy świat na chwilę się zatrzymuje, a Ty słyszysz od nieznajomego: – Alicja? To ja – Michał Skup!
Okazało się, że człowiek, z którym od trzech lat współorganizujemy Summer Camp dla młodzieży „From Past to Present”, siedzi fotel obok. Ponieważ nasz kontakt dotychczas ograniczał się do rozmów telefonicznych, maili i komunikatorów, nie mieliśmy okazji poznać się osobiście. Kolejne trzy godziny przegadaliśmy, wciąż zszokowani tym niesamowitym zbiegiem okoliczności.
Schemat konwencji w Tajpej był analogiczny do Singapuru, z tą różnicą, że gwiazda wieczoru – tym razem wspaniała Leona Lewis – wystąpiła na zakończeniu, a nie na rozpoczęciu.
Polska reprezentacja w Tajpej była silna i liczyła m.in.: Alicję i Mikołaja Czabajskich (z trójką dzieci), Katarzynę Bednarek-Rajewską (RC Poznań), Andrzeja Ludka i Hung Trang Trong (RC Warszawa-City), Michała Skupa z córką (RC Warszawa Fryderyk Chopin) oraz Tomasza Bojar-Fijałkowskiego (RC Gdańsk-Sopot-Gdynia).
Dzięki temu, że plan konwencji znany jest z góry, każdy może precyzyjnie zarządzać swoim czasem. Nasza poznańska grupa skupiła się na udziale w pierwszych dniach wydarzenia, a potem ruszyliśmy na objazdową podróż po Tajwanie, opuszczając wyspę z poczuciem, że zobaczyliśmy wszystko, co zaplanowaliśmy.
Na koniec jeszcze jedna dygresja – niezwykle ważna, pokazująca magię Rotary oraz gigantyczną pracę Oficerów Wymiany. Lecimy na drugi koniec świata i spotykamy tam Evę – Tajwankę, która była na wymianie u nas w klubie w Poznaniu. To właśnie ona oprowadza nas po mieście i spędza z nami cudowny wieczór.
Do zobaczenia w Barcelonie
Wracając do pytania „po co jechać na konwencję?” – odpowiedziałabym krótko: po przygodę. Należymy do jednej z największych organizacji charytatywnych na świecie. Czy nie kusi Was, aby sprawdzić, jak to jest, gdy dziesiątki tysięcy ludzi o tych samych wartościach spotykają się w jednym miejscu na ziemi?
Zjednoczenie, przyjaźń, radość, sympatia, wdzięczność, inspiracja, życzliwość i podziw – to emocje, które przywozi się w walizce z każdej konwencji.
Czy warto? Zachęcam Was, abyście odpowiedzieli sobie na to pytanie sami po Rotary International Convention 2027 w Barcelonie (26–30 czerwca). Mam nadzieję, że do zobaczenia.
Tekst i fot. Alicja Czabajska, Rotary Club Poznań

















